Zawsze na początku zadaję to jedno pytanie: jakich zdjęć oczekujecie? To dla mnie podstawa, bo jeśli nie wiem, czego szukacie, jak mam spełnić Wasze oczekiwania ? Z doświadczenia wiem jednak, że większość par nie potrafi na to jasno odpowiedzieć. Najczęściej słyszę po prostu: „chcemy ładne zdjęcia”. I całkowicie to rozumiem – przecież nie organizujecie ślubu codziennie, a ilość informacji i inspiracji w internecie może przytłaczać. Co więc odpowiedzieć i o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?
Dla mnie najciekawszy, choć bywa że ryzykowny, jest reportaż. Jak sama nazwa wskazuje, to czysty zapis wydarzeń i historii bez mojej ingerencji. To Wasze naturalne uśmiechy i spontaniczne reakcje. Wtedy jestem tylko pobocznym obserwatorem, który interpretuje Wasz dzień. Dobrze wykonany reportaż daje te kilka niezapomnianych klatek – łapie to, co Wam w emocjach umknęło, a co wzrusza i zostaje w sercu na zawsze. Dlaczego wspomniałem o ryzyku? Bo często goście, zwłaszcza starszej daty, mogą narzekać, że brakuje im tych „klasycznych”, ustawianych ujęć, do których są przyzwyczajeni.
Z drugiej strony mamy właśnie tę klasyczną fotografię ślubną, czyli to, co najczęściej oglądamy w albumach rodziców. Tutaj zdjęcia powstają według pewnego bezpiecznego schematu. Plusem jest komfort dla osób, które nie lubią niespodzianek przed obiektywem – ja dbam o „czyste” kadry w kontrolowanych warunkach. Otrzymujecie materiał przewidywalny, choć może… nie do końca prawdziwy. Wielu fotografów potępia dziś ten styl, ale ja tak nie uważam. Nie jest on ani lepszy, ani gorszy. Jeśli taki jest Wasz wybór i czujecie się w tym dobrze – trzeba to uszanować. A co z modą i trendami? Oj, tu temat rzeka. Zaczynałem w czasach, kiedy czerwone kwiatki na tle czarno-białego zdjęcia były szczytem i kwintesencją fotografii ślubnej 🙂 Potem przyszły wynalazki typu fioletowe niebo, skóra w kolorze marchewki, a później mody na sine, blade barwy czy wszechobecny brąz i wypaloną trawę. Widziałem to wszystko i – wstyd się przyznać – sam zrobiłem sporo takich zdjęć. Teraz z kolei wraca ostre błyskanie lampą na wprost, w stylu magazynów modowych. Jaki z tego morał? Te „modne” zdjęcia po kilku latach często lądują głęboko w szafie, bo zwyczajnie wstyd je pokazać, gdy trend minie. Na szczęście swój limit błędów w życiu już chyba wyczerpałem. Zatem nie pytajcie „co wybrać”, ale raczej „jak wybierać”. Przede wszystkim: spokojnie i świadomie.

